› OGŁOSZENIA
› FIRMY
› ARTYKUŁY

komentowane

oceniane

Rozmowa z historykiem Pawłem Sztamą o katach ze Sprawy Elbląskiej

› wywiady 7 dni temu    10.07.2019
Grażyna Wosińska
komentarzy 0 ocen 0 / 0%
A A A
Rozmowa z historykiem Pawłem Sztamą o katach ze Sprawy Elbląskiej fot. archiwum prywatne

Rozmawiamy o tajemnicach brutalnych śledczych ze Sprawy Elbląskiej, z Pawłem Sztamą, historykiem, autorem książki „Inteligenci w bezpiece”. 17 lipca w Elblągu podczas  konferencji naukowej W poszukiwaniu szpiegów i dywersantów. Urząd Bezpieczeństwa w gospodarce lat stalinowskich na przykładzie Sprawy Elbląskiej przedstawi on postać Józefa Kratki – szefa Departamentu IV Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. O programie konferencji czytaj tutaj. 

Grażyna Wosińska. Skazani i aresztowani w Sprawie Elbląskiej twierdzą, że jednymi z najbrutalniejszych śledczych byli Adam Humer i Józef Różański. Czy Pan jako zawodowy historyk może potwierdzić ich opinię? Jakie są dowody na ten temat?

Paweł Sztama. Owszem. Obaj wymieniani przez Panią funkcjonariusze byli de facto najważniejszymi oficerami pionu śledczego (Wydziału i Departamentu) Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Różański był dyrektorem tej komórki, Humer zaś jego zastępcą, a później gdy już „Jacek” (pseudonim kapepowski Różańskiego) został z bezpieki wyrzucony Humer pełnił obowiązki dyrektora.

To co ich wyróżniało od zdecydowanej większości oficerów bezpieki, nawet na szczeblu dyrektorskim, to wykształcenie. Różański jeszcze przed II wojną światową ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Rozpoczął nawet studia doktoranckie, ale po roku je porzucił. Co więcej jeszcze przed 1939 r. aplikował jako adwokat. Humer natomiast był studentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Jego studia przerwała wojna. Dopiero od 1945 r. kontynuował je na UW i bodajże od 1947 r. mógł się poszczycić dyplomem magistra prawa warszawskiej uczelni.

Mówię o tym ponieważ obaj, pomimo „dyrektorskich stołków” dość często brali udział w przesłuchaniach. Znane są relacje więźniów, którzy wspominają ich metody śledcze. W zdecydowanej większości przypadków, chcąc zmusić więźnia do zeznań posługiwano się siłą. Jeden z najbardziej drastycznych przypadków dotyczył łączniczki AK i WiN Pani Marii Hattowskiej, którą przez kilkadziesiąt minut katowano, doprowadzając ją do skraju wyczerpania. Hattowska przeżyła tamto „przesłuchanie”, niemniej przez całe życie musiała borykać się z problemami zdrowotnymi, które były pokłosiem tamtego wydarzenia. Oczywiście takich przypadków było wiele więcej. 
Jednak Różański potrafił niekiedy wykorzystać również swoją inteligencję i urok osobisty, gdy np. przekonał poprzez fortel i kłamstwo ważną postać AK i WiN – Emilię Malessę. aby ujawniła swoich towarzyszy broni, w tym m.in. Jana Rzepeckiego. Jak więc widzimy metody były różne, ale ich moralność pozostawiała wiele do życzenia.
 
Józef Kratko o którym Pan będzie mówił na konferencji 17 lipca w Elblągu a także Józef Różański mieli w trakcie Sprawy Elbląskiej fabrykować dowody. Czy była to powszechna praktyka?

Po rozbiciu podziemia niepodległościowego, zdławienia oporu różnych organizacji antykomunistycznych, zniszczeniu opozycyjnych partii politycznych w Polsce zapanował tzw. terror powszechny. Początki tego zjawiska sięgają w zasadzie końca 1947 r. Terror powszechny oznaczał, że do komunistycznego więzienia mógł trafić każdy, niezależnie od funkcji, pozycji społecznej, itd. Nieistotne było także to czy ktoś był winny czy nie. W nadzwyczajnych wydarzeniach, takich jak np. Sprawa Elbląska nie brano pod uwagę zbiegów okoliczności, przypadków czy też działań pospolitych przestępców. Komuniści uważali bowiem, że takie wydarzenia są dziełem sabotażystów i dywersantów. Należało ich złapać, napiętnować i osądzić. Wielokrotnie robiono to „na ślepo”, a schemat działania był zazwyczaj taki sam. Zatrzymywano „Bogu ducha winnych” ludzi i zmuszano ich brutalnymi metodami śledczymi do przyznania się do „winy”. Tak było w przypadku Sprawy Elbląskiej, czy też dużej operacji poszukiwania tzw. wroga wewnętrznego i wielu innych.

Taki sposób działania znakomicie  obrazuje wystąpienie Mieczysława Baumaca, funkcjonariusza Departamentu IV, który kierował Kratko, na naradzie aktywu kierowniczego bezpieki w listopadzie 1954 r. Baumac stwierdził wówczas, że w przypadku awarii maszyn w różnych zakładach Kratko przez wiele lat zakładał, że musiała być to dywersja. Nie dopuszczał do siebie żadnego innego rozwiązania, co doprowadzało do „ślepych”  aresztowań, brutalnych śledztw, itd.

Dlaczego skazano właśnie Różańskiego, a jego zastępca Humer i wielu innych wywinęli się? Jak to się stało, że właśnie Różański został kozłem ofiarnym?

Różański idealnie się do tego nadawał. Ale od początku. Był on był nie tylko dyrektorem Departamentu Śledczego, ale pod koniec lat 40 XX. kierował także pracą tzw. Grupy Specjalnej MBP (Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego), która miała odnaleźć wroga wewnętrznego w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Taki rozkaz otrzymali od Józefa Stalina przywódcy wszystkich partii komunistycznych w Europie. I zaczęły się poszukiwania. W przypadku Polski Ludowej zorganizowano dużą operację, która miała na celu pogrążenie byłego I sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej Władysława Gomułki. Do osławionego „obiektu specjalnego” w Miedzeszynie pod Warszawą, a także do więzienia mokotowskiego przy ul. Rakowieckiej trafiło wielu komunistów, którzy zetknęli się z Gomułką w okresie II wojny światowej. Przeszli oni piekielne śledztwa, które bezpośrednio nadzorowali wiceminister Bezpieczeństwa Publicznego gen. Roman Romkowski oraz właśnie Różański. 

Gdy z Polski uciekł wysoki funkcjonariusz MBP, zresztą współpracownik Różańskiego w Grupie Specjalnej płk Józef Światło rozpoczęto delikatną reformę aparatu bezpieczeństwa. Wówczas Różański poleciał za stanowiska. Gdy jednak we wrześniu 1954 r. na falach Radia Wolna Europa Światło zaczął wygłaszać swoje słynne już audycje władze partyjne musiały zdecydowanie ostrzej zareagować. Światło opowiadał w nich różne historie - niektóre prawdziwe, niektóre nie, ale te informacje przedostawały się do opinii społecznej. Zatem cios w PZPR i w bezpiekę był na tyle duży, że Biuro Polityczne musiało zareagować. Światło opowiadał m.in. jak zbrodniczo funkcjonował aparat bezpieczeństwa. Mówił o działalności Różańskiego np. w Grupie Specjalnej. Władze o które przecież odpowiadały za działalność tej grupy i o wszystkim wiedziały nie chciały przyznać się do tej wielkiej porażki i postanowiły winą za wszystko obciążyć Różańskiego, jego jego pięciu podwładnych (Józefa Duszę, Jerzego Kaskiewicza, Jerzego Kędziory, Jana Kierasa, Jana Misiurskiego), a potem także Romowskiego i Fejgina.  

I przede wszystkim za pracę w Grupie Specjalnej sądzony był Różański. W pierwszym jego procesie, który odbył się pod koniec 1955 r. zeznawali świadkowie, którzy byli więźniami Miedzeszyna. Dopiero w trakcie drugiej rozprawy, na której obok Różańskiego zasiadł Fejgin i Romkowski zeznawali niektórzy akowcy, jak choćby późniejszy generał Jan Mazurkiewicz „Radosław”. Ale główna oś rozprawy dotoczyła właśnie kwestii poszukiwania wroga wewnętrznego. 

Na szczęście dla Humera on w tym procederze nie brał udziału, choć miał wiele innych przestępstw na sumieniu, jak choćby katowanie wspomnianej przeze mnie wcześniej Hattowskiej. Po odsunięciu Różańskiego złożył jednak samokrytykę i był typowany nawet na następcę Różańskiego. Władze partii na to się nie jednak zgodziły i Humer z resortem musiał się pożegnać.

Jaka jest prawda o pobycie Różańskiego w więzieniu? W jaki sposób był traktowany, jakie miał przywileje, o których zwykły więzień mógł tylko marzyć?

Różański, przynajmniej tak mówią niektóre źródła, miał na Mokotowie bardzo luksusowe warunki, tzn. mógł podobno bardzo swobodnie poruszać się po więzieniu, w cywilnym ubraniu, a nie w więziennym uniformie. Miał także jednoosobową celę, w której stała kuchenka elektryczna i radioodbiornik. Kiedyś dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL Jacek Pawłowicz, w rozmowie ze mną nazwał tę celę „apartamentem”. Ponadto czytał co chciał i swobodnie pisał. Co więcej miał nie stawiać się na więzienne apele. Niektórzy twierdzą, że bez większego problemu mógł opuścić więzienie i np. zjeść obiad w restauracji. Część z tych elementów udało się potwierdzić źródłowo, inne, jak choćby wspomniane przed chwilą wychodzenie na obiady poza mury więzienia, trzeba jeszcze zweryfikować.

Jak układały się stosunki pomiędzy Kratką a Różańskim?

Obaj panowie na pewno się znali. Bywali przecież na różnego rodzaju odprawach dyrektorów u ministra Bezpieczeństwa Publicznego gen. Stanisława Radkiewicza. Co więcej w kilku sprawach, jak choćby w Sprawie Elbląskiej ściśle ze sobą współpracowali. Z różnych protokołów, które analizowałem wynika, że nie doszło pomiędzy nimi do słownych utarczek,  a Różańskiemu bardzo często zdarzało się spierać z szefami innych departamentów. Rozgłaszał on bowiem, wszem i wobec, że kierowany przez niego pion i podlegli mu funkcjonariusze są najlepsi z całej bezpiece. Oczywiście miało to wynikać z tego, że to właśnie on, tzn. Różański tym Departamentem zarządzał. 

Niemniej już po wyrzucaniu go z bezpieki Kratko przyznał, że Różański imponował mu sukcesami, które odnosiła jego komórka. Jednak zauważył także, że kiedy zaczął go bliżej poznawać zorientował się, że Różański był „blagierem” i kłamcą. 

Jaki był zaś stosunek Różańskiego do Kratki trudno określić, gdyż ten pierwszy nt. tego drugiego bardzo rzadko, a prawie wcale się nie wypowiadał. Dopiero po latach, były szef pionu śledczego miał w prywatnej rozmowie nazwać swojego kolegę z Departamentu IV „szkodnikiem”. 

Obu oficerów łączył jeszcze jeden, delikatny aspekt. Obaj byli z pochodzenia Żydami. Z tymże Różański pochodził z bardzo wpływowej i inteligenckiej rodziny, Kratko zaś z ubogiej i rzemieślniczej. Jak się po latach okazało, z powodu swojego pochodzenia Służba Bezpieczeństwa obu inwigilowała pod koniec lat 60. XX w.

Różański był wykształconym człowiekiem, ale twierdził, że oficerowi śledczemu studia niepotrzebne, ponieważ najlepsi są robotnicy i chłopi. Dlaczego był wyjątkowym sadystą? Czy bał się opinii mięczaka inteligenta o rękach nieskalanych ciężką pracą?

Na jednej z odpraw organizacji partyjnej przy Departamencie Śledczym Różański pytany przez niektórych swoich podwładnych dlaczego zakazuje im nauki w szkołach średnich stwierdził, że jemu inteligenci nie są do niczego potrzebni. 
Chodziło o to, że prostym, niewykształconym człowiekiem łatwiej było manipulować, przekonać go do czegoś. Co więcej, gdy taki człowiek dostał mundur oficerski, miał zapewniony co najmniej pokój mieszkalny w kamienicy, w którym „nie kapało mu za kołnierz”, a nie chałupę pokryta strzechą, miał co jeść i pić, to był wówczas w stanie wykonać każde polecenie, rozkaz, zadanie. Przecież wielu szeregowych funkcjonariuszy, choć trudno określić jaki to był procent, do momentu gdy zostali zatrudnieni w bezpiece nie miało bezpośredniego kontaktu z komunizmem. Wielu było wierzących. Ba! Niektórzy nawet uczęszczali na msze i nabożeństwa kościelne. Dopiero później się to zmieniło. Ci ludzie po prostu nie kalkulowali tylko wykonywali lojalnie polecenia. Można by rzec, że „nie kąsa się ręki, która karmi”.
Oczywiście wspomniany przez mnie aspekt materialny i edukacyjny był tylko jednym z wielu czynników, który wpływał na postawę funkcjonariuszy bezpieki. Niemniej żaden motywacyjny element nie usprawiedliwia zbrodni do których się dopuszczali. A byli współwinni wielu rzeczy – brutalnych przesłuchań, skrytobójstw czy też ogólnego terroru.

Pracuje Pan nad biografią Różańskiego. Jakim był on człowiekiem? Czy tylko sadystą i dogmatykiem komunizmu, a może dobrym ojcem i mężem? 

Próba konstrukcji portretu postaci historycznej to bardzo trudne zadanie. W przypadku Różańskiego można się oprzeć tylko i wyłącznie na różnego rodzaju źródłach – dokumentach, relacjach, wspomnieniach, a także na bogatej literaturze przedmiotu. Trzeba przy tym uwzględniać nie tylko suche, wyczytane z materiałów fakty czy opinie, ale brać również pod uwagę kontekst historyczny, spróbować wejść w umysł swojego „bohatera”, itd. 

Niemniej na tyle ile „poznałem” tego człowieka, mogę stwierdzić, że był to inteligent, który odnalazłby się na bardzo wielu stanowiskach. Znał kilka języków i był świetnie wykształcony. Hipotetycznie mógł np. pracować w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Los rzucił go jednak do bezpieki. Tam uczył się „pracy” od towarzyszy z NKWD, a potem przeniósł to do kierowanej przez siebie komórki. W pracy był bezwzględny i sadystyczny. Czy było to wynikiem cech wrodzonych lub choroby, jak sugerował to Anatol Fejgin, czy też może świadomości sporej władzy, poczucia odpowiedzialności albo presji środowiskowej? Nie wiadomo.

Więźniów przerażał swoim obliczem. Kilku z nich wspominało przeszywające spojrzenie. Podobno zażywał także jakieś środki na pobudzenie. Istnieją relację, w których aresztanci wspominają, że Różański przychodził na przesłuchanie bardzo zmęczony i znużony. Wówczas wychodził z pokoju przesłuchań i wracał po kilku minutach zupełnie odmieniony.

Wszystko wskazuje na to, że był kochającym ojcem. Zresztą miał jedyną córkę, która w 1941 r. o mało co nie zmarła z głodu i niedożywienia w dalekiej Samarkandzie. Wszystko przez politykę komunistycznego systemu. On jednak chyba nigdy w tę ideologię nie zwątpił. Wracając jednak do jego relacji z córką… Z prywatnych listów wyłania się bardzo uczuciowa relacje pomiędzy nią a Józefem. 

Ponadto w niektórych przekazach widnieje informacje, ze Różański miał zdradzać swoją żoną - Izabellę. Czy tak w rzeczywistości było? Wiadomo, że taka plotka znakomicie się sprzedaje. Tak było w przypadku innego oficera – „pierwszej damy bezpieki” Julii Brystiger. Józef Światło twierdził, że kobieta ta była kochanką co najmniej kilku wysoko postawionych partyjniaków. Ale czy coś takiego miało miejsce? Ci którzy biorą to za pewnik muszą wiedzieć, bo zapewne nie są tego świadomi, że nie istnieją w tej sprawie inne relacje, prócz audycji Światły. A historii, opartej tylko na jednym źródle pisać nie można! Są niestety tacy, którzy tak robią. W konsekwencji półki księgarskie są zalane takim pseudohistorycznymi pozycjami.

Jednocześnie pragnę podkreślić, że Światło mógł mówić prawdę, podobnie jak ci, którzy twierdzą, że Różański nie był wierny Izabelli. Ale postarajmy się wówczas zadać trochę trudu i spróbujmy to udowodnić, szukając np. innych źródeł i rozkładając problem na czynniki pierwsze. Mówię to dlatego, że z korespondencji Różańskich, prowadzonej przez kilkadziesiąt lat wyłania się obraz kochającego się i szanującego małżeństwa. Ale czy to w jakiś sposób usprawiedliwia zawodową działalność pułkownika? Nie. Zdecydowanie nie. Różański był komunistycznym zbrodniarzem i nic tego nie zmieni. 

Dlaczego winni tragedii represjonowanych w Sprawie Elbląskiej nie zostali tak naprawdę ukarani?

Podobnie jak działo się to w innych sprawach. Jeszcze przed 1989 r. nie było politycznej woli, aby kogokolwiek pociągnąć do odpowiedzialności. Na przykład Władysław Gomułka, który więziony był w Miedzeszynie, gdy w październiku 1956 r. objął funkcję I sekretarza PZPR nie chciał prowadzić rozliczeń na jakąś szeroką skalę. Proces Fejgina, Romkowskiego i Różańskiego i kilku mniej znaczących oficerów w zupełności mu wystarczył. A przecież winnych były setki, a może i tysiące.

Po 1989 r. niewielu garnęło się do tego, aby do tego doprowadzić. W sumie zakończenie tej historii jest dość smutne… Za tamte wydarzenia, mówię o całym stalinowskim okresie, postawiono zarzuty Adamowi Humerowi i jego kilkunastu kolegom z bezpieki. Niewielu z nich doczekało jednak choćby symbolicznych wyroków…

Dziękuję za rozmowę. 

Paweł Sztama - absolwent Wydziału Nauk Historycznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, doktorant Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, pracownik Biura Badań Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej. Interesuje się historią najnowszą, szczególnie dziejami aparatu bezpieczeństwa, „wymiaru sprawiedliwości” i politycznymi  okresu stalinowskiego oraz historią wojskową XX w. Jest m.in. autorem książki pt. „Generał brygady August Emil Fieldorf Nil. Biografia wojskowa”. Obecnie pracuje nad biografią płk. Józefa Różańskiego. Ponadto jest II sekretarzem redakcji słownika biograficznego „Leksykon bezpieki. Kadra kierownicza aparatu bezpieczeństwa 1944-1956”. Współpracuje z portalem historycznym Histmag.org oraz „Polską Zbrojną Historia”.

dodaj zdjęcia Masz swoje autorskie zdjęcia? Dodaj je do naszego tekstu.

Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 1

  • 1
    ZADOWOLONY
  • 0
    ZASKOCZONY
  • 0
    POINFORMOWANY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    SMUTNY
  • 0
    WKURZONY
  • 0
    BRAK SŁÓW
Komentarze (0)

Multiplatforma internetowa elblag.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane (regulamin).

dodaj komentarzbądź pierwszy!
Warmia i Mazury regionem zjednoczonej Europy Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego
Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Warmia i Mazury na lata 2007-2013.