› OGŁOSZENIA
› FIRMY
› ARTYKUŁY
A1 _ MAZURY DUZY

Pożar i szpiedzy, czyli Sprawa Elbląska

› bieżące ponad rok temu    15.07.2018
Grażyna Wosińska
komentarzy 1 ocen 0 / 0%
A A A
Tak wyglądała hala turbinowa nr 20 po pożarze w lipcu 1949 rokuTak wyglądała hala turbinowa nr 20 po pożarze w lipcu 1949 roku fot. archiwum IPN w Gdańsku

Pożar dwustumetrowej hali turbinowej Zakładów Mechanicznych w Elblągu rozpoczął represjonowanie niewinnie oskarżonych przez Urząd Bezpieczeństwa. Były to bowiem czasy stalinowskie. Wydarzenia zwane są Sprawą Elbląską. Do dziś nie wszyscy doczekali się sprawiedliwości. Nie ukarano winnych. 

Sprawa Elbląska ma swój początek 17 lipca 1949 roku, w niedzielę około dwie godziny po północy. Strażnik Józef Gorczyński zauważa metrowy płomień w narzędziowni hali nr 20 Zakładów Mechanicznych im. Świerczewskiego w Elblągu.  
2.17 dowódca zmiany straży przemysłowej Stefan Czyż dzwoni po strażaków. Zawiadamia też Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego.
2.18 strażacy pod dowództwem kpr Stefana Gładczyńskiego wyjeżdżają do pożaru.
2.20 rozpoczyna się akcja gaszenia.
2.28 przybywa z pomocą drugie pogotowie elbląskiej straży.
Łunę widzieli elblążanie z każdego punktu miasta. Hala spłonęła. Dzięki strażakom, przybyłym także z innych miejscowości, ogień nie przedostał się na sąsiednie budynki. Walka z żywiołem trwała prawie sześć godzin, a dogaszenie skończyło się w południe. 
W hali znajdowało się: pięć wirników, 15 tysięcy łopatek do pięciu turbin, urządzenia spiekalni rudy dla huty Szczecin, części żeliwne do wagonów na eksport do Związku Radzieckiego, windy kotwiczne i rufowe dla rudowęglowców, cylindry do serwomotorów, aparatura chemiczna, śruby napędowe do rudowęglowców, maszyna parowa do lodołamacza, części mechanizmów dźwigów portowych. Straty były więc ogromne. 

Z braku winnych aresztowali niewinnych 

Strażacy gasili pożar, gapie obserwowali, a elbląscy bezpieczniacy ze swoim szefem Wincentym Podłubnym aresztowali, pod nadzorem przełożonych nie tylko z Gdańska, ale z centrali. Przybył, „słynny” nieco później, Józef Światło z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie. 
Jeśli ktoś myśli, że ubecy złapali podpalaczy za rękę lub mieli jakiekolwiek podstawy do aresztowania, to się myli. Jeszcze przed wybuchem pożaru obowiązywała w kraju doktryna o wrogu, którego jeśli nie ma, należy go wymyślić, czyli w praktyce aresztować niewinnych. Bo przecież biedzie w kraju nie może być winna, wsłuchana w rozkazy Stalina, władza. 
W tych czasach nienawidziła ona: Akowców, oficerów sanacyjnych, inżynierów, fabrykantów, narodowców, żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Władza zwała ich andersowcami i maczkowcami. Tak się złożyło, że to właśnie oni byli fachowcami w zakładzie. 
UB oszczędziło dyrektora naczelnego Wiesława Jurewicza. „Tylko” pozbawiono go stanowiska i mianowano szefem ... spalonej hali. W celi znaleźli się: Fryderyk Staszko, dyrektor techniczny, b. fabrykant i syn fabrykanta, z hali nr 20: pięciu kierowników oraz sekretarka. To spore braki, bo prawie co drugie stanowisko kierownicze nie było obsadzone. 
Ubecy aresztowali także Stanisława Wójcickiego, szefa straży przemysłowej. Był wcześniej podwładnym kpt. Antoniego Hedy, „Szarego”, któremu ubecy nie mogli darować uwolnienia ponad 300 osób z kieleckiego więzienia. Przesłuchiwał Wójcickiego sam Światło. UB nie zapomniało o:  Stefanie Czyżu, Stefanie Gładczyńskim i Józefie Gorczyńskim.  
W niedzielę 17 lipca w celach znalazło się  75 osób, według danych ze sprawozdań UB. Zaś Józef Olejniczak, kontroler czasu pracy w zakładach, później aresztowany, twierdzi, że było ich prawie stu. Do 1 września 1949 roku cele zapełniało około 150 osób. Później ponad dwieście. Ustaliłam 222 nazwiska z tzw. ksiąg zatrzymań. 
Represjonowanych na wolności, rodzin i przyjaciół aresztowanych, szacuję na ponad tysiąc. Pozbawiano ich pracy i mieszkań. Dzieci przesłuchiwano jak dorosłych. To zaważyło na całym ich życiu. Tak było w przypadku Stanisława, młodszego brata Józefa Olejniczaka i młodszej siostry Henryka Zająca. 

Zaufani biegli 

Ubecy mieli cele przepełnione „sabotażystami”, ale to im nie wystarczyło. Wybrali takich biegłych, którzy stwierdzą „naukowo”, że halę podpalono. Żaden z nich nie miał nic wspólnego z pożarnictwem. Dwaj saperzy, elektryk, a reszta to mechanicy. Ale byli sprawdzeni i pewni. Za jednego z nich ręczył sam  gen. Jurij Wiaczesławowicz  Bordziłowskij, szef oddziałów inżynieryjnych i saperskich Wojska Polskiego. Był także płk rezerwy Eugeniusz Zadrzyński, wiceszef Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego w 1945 i 1946 roku. Na czele komisji stanął Ryszard Gdulewski, pirotechnik, komendant Centralnego Laboratorium Uzbrojenia Gwardii Ludowej, potem Armii Ludowej. 
Nawet tym pewnym ludziom bezpieka nie wierzyła do końca. Pisali oni protokół w jej siedzibie w Elblągu. W 1956 roku Zenon Woliński, jeden z biegłych podczas przesłuchania ujawnił prokuratorowi: „Tam była atmosfera podenerwowania”. Warto przypomnieć, że biegli mieli przeważnie wojskową przeszłość. Z byle powodu nie pękali. 
Działali nie tylko ludzie w mundurach, ale także cywile w eleganckich garniturach. Zakupili je tanio w specjalnych, tajnych sklepach. Wiceminister przemysłu ciężkiego Roman Fidelski, absolwent Politechniki Warszawskiej, zalecił, a właściwie zażądał podczas zebrania partyjnego w Elblągu, powiązania pożaru z cudem w archikatedrze lubelskiej, gdzie jakoby zauważono łzy na obliczu Matki Boskiej. Stalinowskiemu ministrowi wystarczyło, że oba wydarzenia były w lipcu. Dowody? Niepotrzebne. 
Z kolei minister Kiejstut Żemajtis, podsekretarz stanu w Ministerstwie Przemysłu Ciężkiego tak się spieszył, że chciał lecieć samolotem z zaufanymi biegłymi do Elbląga już w poniedziałek. Bezpieka na to: „Bez pośpiechu, my najpierw przygotujemy grunt”. I przygotowali na wtorek rano. 

Zwrot w śledztwie 

Ubecy aresztowali „winnych” na chybił utrafił. 18 listopada 1949 roku to się zmieniło. Tego dnia  został zatrzymany André Robineau, sekretarz konsulatu Francji w Szczecinie pod zarzutem szpiegostwa. Stało się to hasłem do działania dla Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Gdańsku oraz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Od tego momentu aresztowania pod zarzutem podpalenia elbląskiej hali nie były przypadkowe. 
Ubecy nie mieli wątpliwości, że siatka szpiegowska działała nie tylko w okolicach Szczecina, lecz także w województwach: gdańskim i bydgoskim. Jej szefem miał być według bezpieki René Bardet, wicekonsul Francji, najpierw w Szczecinie, a od lipca 1948 r. w Gdańsku. Jego podwładnymi według filozofii śledztwa byli nie tylko pracownicy francuskich konsulatów, ale i osoby, które tam bywały. Rozumowanie UB było proste. Skoro francuska siatka szpiegowska działała na terenie województwa gdańskiego, to pożar elbląskiej hali był jej dziełem. Bardet miał szczęście, że nie wpadł w ręce bezpieki. 18 lipca 1949 r., a więc dzień po pożarze wyjechał do Francji.
Za to cztery miesiące później (od 19 do 23 listopada) zaczęły się kłopoty 13 aresztowanych osób, w tym pracowników Zakładów Mechanicznych im. Świerczewskiego: Jeana Bastarda i Józefa Lipińskiego. Pierwszy to rodowity Francuz, ale obaj po polsku ledwo potrafili się porozumieć w podstawowych sprawach. Wśród zatrzymanych byli także Kazimierz Jakubowski i Tadeusz Słomiński z Kwidzyna.
„Sukcesy” bezpieki tak skomentował Wiktor Lebiediew, ambasador ZSRR w Warszawie w liście do Stalina 2 lutego 1950 roku: „W ciągu tych czterech miesięcy zrobiono wiele szumu wokół francuskich szpiegów. Zagroziło to nawet francusko-polskim stosunkom dyplomatycznym. A przecież siatka francuskich agentów, którą wykryto, była drugorzędna i w większości składała się z drobnych informatorów”. 

Pięć kar śmierci 

Ubecy brutalnie przesłuchiwali i głodzili ponad 200 osób*. Cele były przepełnione. Wszystko po to, by zyskać „dowody” sabotażu i szpiegostwa. Większość wyszła na wolność po 2 lub 3 latach. W zakładzie pracy czekało na nich zwolnienie. Przeciw tym, którzy mieli mniej szczęścia, prokuratorzy skierowali akty oskarżenia. Bezwolne sądy wydawały drakońskie wyroki, w procesie głównym: Jean Bastard, Andrzej Skrzesiński i Alojzy Janasiewicz  - skazani na karę śmierci, Stefan Czyż skazany na dożywocie i na wieloletnie więzienie: Bolesław Jagodziński, Edward Dawidowicz, Józef Olejniczak, Bolesław Bubulis i Adam Basista (zmarł trzy lata po wyjściu z więzienia). 

W procesach odpryskowych na karę śmierci: pułkownika Bolesława Nieczuja – Ostrowskiego, dowódcę 106 Dywizji Piechoty AK ( w akcie oskarżenia zamieniono szpiegostwo i sabotaż na współpracę z Niemcami w czasie wojny) i Tadeusza Słomińskiego, przedwojennego pracownika „dwójki”, kontynuującego działalność podczas wojny. Kar śmierci nie wykonano, ale dwie osoby nie wyszły żywe z więzienia: kobieta popełniła samobójstwo, Henryk Zając według UB również się zabił, ale współtowarzysze niedoli mówią co innego.

Odwilż 

Przychodzi  „odwilż”. Prawie wszyscy polityczni wychodzą z więzienia. Tak było i w Sprawie Elbląskiej.
- 24 marca 1956 roku politruk więzienny przekonywał mnie, że mimo zwolnienia, dla władz jestem nadal szpiegiem – wspomina Józef Olejniczak. - Twierdził, że władza się nade mną zlitowała, stąd to zwolnienie. Ja mu na to, że jest wyrok sądu najwyższego. Politruk ripostuje, że jak za dużo będę gadał, to znów tu wrócę, przynajmniej na pięć lat.
Nie były to strachy na Lachy. Nadal obowiązywał przecież tzw. mały kodeks karny, który srogo karał nawet za dowcipy polityczne ośmieszające władzę.
Przez cały PRL była ona dumna z wykrycia „szpiegów”. W książce Siedem rozmów z generałem dywizji Władysławem Pożogą I zastępcą ministra spraw wewnętrznych, szefem wywiadu i kontrwywiadu, wydanej w 1987 roku, wymienia on jako pierwszą, czyli najważniejszą  siatkę szpiegowską kierowaną przez René Bardeta. Właśnie on do konsulatu zapraszał na obchody Święta Narodowego Francji  (14 lipca 1949 roku) skazanych później w Sprawie Elbląskiej. 

Prawie jak za Stalina 

Kazimierza Jakubowskiego Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku skazał 13 lutego 1951 roku za szpiegostwo na rzecz Francji. „Dowody” wymuszono torturami, co nie przeszkodziło w uznaniu ich nie tylko przez stalinowski sąd, ale Naczelną Prokuraturę Wojskową w ... 1997 roku. Prokurator argumentował, że skoro Gustaw Turoń, podwładny Jakubowskiego z „szajki szpiegowskiej” przekonał sąd w 1957 r., że był torturowany, to dlaczego on sam tego nie zrobił? 
Dopiero w 1999 roku sprawiedliwości stało się zadość. Naczelny Sąd Wojskowy nie miał żadnych wątpliwości, że Kazimierz Jakubowski jest niewinny. 

W tej samej sprawie był także skazany Tadeusz Słomiński. Walczył o wolną Polskę podczas niemieckiej i sowieckiej okupacji, ale nie miał szczęścia. Do końca swoich dni żył z piętnem szpiega. Nawet po jego śmierci, sądy dwóch instancji w 1994 r. nie chciały go uniewinnić. Co ciekawe, w uzasadnieniu sędzia przekonuje, że PRL, czyli Polska Rzeczpospolita Ludowa była krajem... suwerennym. Dodam tylko, że prawie wszyscy ubecy, sędziowie, prokuratorzy związani ze Sprawą Elbląską pobierali do końca swoich dni niezłe emerytury, nawet w wolnej Polsce, a niektórzy mieli pogrzeby z honorami wojskowymi lub niewiele brakowało, by do nich doszło.

Więcej na temat Sprawy Elbląskiej książce „Pożar i szpiedzy” Graźyny Wosińskiej, Warszawa 2013. 

Bibliografia:
33 tomy akt IPN dot. Sprawy Elbląskiej  
*Repetytorium spraw  śledczych, osób zatrzymanych i aresztowanych PUBP w Elblągu 1947-1954 – archiwum IPN Gdańsk) 
*Księga kontrolna spraw śledczych i zatrzymanych WUBP Gdańsk 1949-1950 (archiwum IPN)
Książka Podziału Służby Oddziału Straży Pożarnej w Elblągu z 1949 r. - Archiwum Straży Pożarnej w Elblągu 

Powiązane

dodaj zdjęcia Masz swoje autorskie zdjęcia? Dodaj je do naszego tekstu.

Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 14

  • 1
    ZADOWOLONY
  • 2
    ZASKOCZONY
  • 4
    POINFORMOWANY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 2
    SMUTNY
  • 2
    WKURZONY
  • 3
    BRAK SŁÓW
Komentarze (1)

Multiplatforma internetowa elblag.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane (regulamin).

dodaj komentarz› pokaż według najstarszych
~ zras
ponad rok temu 1
Co to za wolny sąd, który twierdzi, że skoro szpiegował przeciwko komunistycznej władzy to szpiegował przeciwko Polsce?To sąd, którego reformy niestety nie udało się PIS przeprowadzić.
Warmia i Mazury regionem zjednoczonej Europy Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego
Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Warmia i Mazury na lata 2007-2013.