› OGŁOSZENIA
› FIRMY
› ARTYKUŁY

komentowane

oceniane

Nasza Czytelniczka: „Wyrzucony pies przymarzł do jezdni”. Jak zakończyło się to zdarzenie?

› daj znać 13 dni temu    30.11.2018
Marcin Mongiałło
komentarzy 9 ocen 0 / 0%
A A A
Nasza Czytelniczka: „Wyrzucony pies przymarzł do jezdni”. Jak zakończyło się to zdarzenie? fot. archiwum Elblag.net

Nasza Czytelniczka Magda Marcinkiewicz poinformowała nas, że w nocy z 29 na 30 listopada jej koleżanka Diana na jednej z elbląskich ulic znalazła przymarzniętego do jezdni psa. Chcąc uratować mu życie, Diana natychmiast zadzwoniła po pomoc do schroniska...

W takiej sytuacji trudno ustalić, z jakiej przyczyny pies znalazł się w takim miejscu o tej porze. Temperatura na zewnątrz spadła poniżej zera. Czy to wynik ludzkiej bezduszoności, czy też innej okoliczności (zgubienie właściciela)? Po wielu godzinach dowiedzieliśmy się, co się stało z relacji kierownik schroniska w Elblągu Agnieszki Wierzbickiej, ale nie uprzedzajmy faktów. 

Reasumując: koleżanka naszej Czytelniczki znalazła w nocy na mieście rudego, długowłosego kundla średniej wielkości. Z jej relacji wynikało, że zagrażało mu bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, w związku z czym postanowiła natychmiast interweniować. O zaistniałej sytuacji poinformowała nas pani Magda Marcinkiewicz:

Moja koleżanka Diana znalazła rudego psa przy skrzyżowaniu ulic Wyspiańskiego i Bałuckiego, który przymarzł do ulicy. Nie mógł się ruszyć, mijały go samochody, próbowała mu pomóc, ale bezskutecznie. Zadzwoniła do OTOZ-u, gdzie usłyszała, że oni zajmują się tylko psami agresywnymi lub z wypadku. Rozumiem że "wielcy miłośnicy zwierząt" z elbląskiego schroniska muszą wyczekać moment, kiedy tego psa ktoś potrąci? Nie można pomóc wcześniej?

 

Próbowałyśmy wpaść na jakiś pomysł z letnią wodą, ale to mogło mieć jeszcze gorsze skutki, bo przy takim wietrze mógł przymarznąć jeszcze mocniej. Wróciłam, żeby spróbować jeszcze raz. Pies uwolnił się, a Diana zadzwoniła do schroniska żeby go zabrali. Nie, nie mogą przyjechać. Na miejsce przyjechała Policja, zadzwonili do schroniska i nagle zdarzył się wielki cud – mogą przyjechać!

 

Jak się okazało, właściciele psa chcieli się go pozbyć wyrzucając go z samochodu. Pies tak wyczekiwał za właścicielami że przymarzł.

O zaistniałym fakcie została w międzyczasie poinformowana policja. Jedna z kobiet, która widziała psa, zadzwoniła pod numer 997/112. Na miejsce przyjechali funcjonariusze, którzy zadzwonili do schroniska. Te natomiast postanowiło internweniować, wysyłając na miejsce pracownika – celem zabrania psa. Kobiety są rozżalone. Twierdzą, że takie sytuacje nie należą do rzadkości. 

A jaka jest prawda?

Relacja schroniska wkazuje na inne okoliczności sprawy. Pani Agnieszka Wierzbicka, kierownik OTOZ Animals Schroniska dla Zwierząt w Elblągu (funkcję tę pełni od lipca 2009 r.) szczegółowo zrelacjonowała nam zaistniałą sytuację:

Ta pani (Diana – przyp. red) zadzwoniła do nas wczoraj w nocy (o 23.48 – przyp. red.). Napisała też posta na Facebooku. Nasz pracownik wypytał ją szczegółowo. Zapytał się m.in., czy pies podchodzi? Jest dziki, nie podchodzi – usłyszał w słuchawce odpowiedź. My zgodnie z regulaminem w nocy przyjeżdżamy do psów rannych i agresywnych. Mimo tego nasz pracownik tam pojechał. Kiedy przyjechał na miejsce, nie było już tam ani policji, ani psa. Przyjechał z pewnym opóźnieniem. Wynikało to z tego, że nie mógł odpalić samochodu. Jest to diesel i w mroźne dni bywają problemy z jego uruchomieniem. To, że dzwoniliśmy i byliśmy na miejscu można potwierdzić. Mamy GPS-y. Pracownik szukał psa. Do domu wrócił o godz. 2.00 w nocy. Rano zadzwoniła do nas kobieta z informacją, że zaginął jej pies. Zapytaliśmy się o miejsce, w którym mieszka i wygląd zaginionego psa. Okazało się, że to był ten sam pies. Na szczęście odnalazł się. Około 8.00 – 9.00 był już w domu. 

 

Mamy naprawdę dużo zgłoszeń. Staramy się jeździć do wszystkich. Ostatnio mieliśmy zgłoszenie o 3.00 w nocy, że na jezdni lezy potrącony pies. Okazalo się, ze to nie był pies, ale worek ze śmieciami. Pani mieszkająca na trzecim piętrze tak to zidentyfikowała i skontaktowała się z nami. 

Za pośrednictwem mediów spolecznościowych głos zabrała także pani Diana, która zauważyła psa i starała się jak tylko mogła, udzielić mu pomocy, kontaktując się ze schroniskiem:

Nie miałam na celu obrazić schroniska w żaden sposób, ponieważ jest to instytucja, która jest potrzebna. Pan, z którym rozmawiałam, poinformował mnie, że jeżdżą do godziny 19:00, a zabierają psy agresywne i ranne. Zaznaczył, że dopiero od 1 grudnia będą zabierać wszystkie psy i powiedział, że nic się nie da zrobić, mimo poinformowania go o tym, że pies przykleił się do ulicy. Pierwszy raz byłam w takiej sytuacji i po przyjeździe do domu czułam, że nie mogę tego tak zostawić. Po licznych telefonach, wróciłam na miejsce, żeby zabrać psa. Na miejscu była już policja, która poinformowała mnie, że wezwali już kogoś ze schroniska i zajmą się psem. [...]

Na szczęście, jak wynika z relacji kierowniczki elbląskiego schroniska, zdarzenie zakończyło się szczęścliwie i pies wrócił do swojego domu.  

dodaj zdjęcia Masz swoje autorskie zdjęcia? Dodaj je do naszego tekstu.

Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 6

  • 0
    ZADOWOLONY
  • 1
    ZASKOCZONY
  • 2
    POINFORMOWANY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 1
    SMUTNY
  • 1
    WKURZONY
  • 1
    BRAK SŁÓW
Komentarze (9)

Multiplatforma internetowa elblag.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane (regulamin).

dodaj komentarz› pokaż według najstarszych
~ Rozgoryczona
9 dni temu 9
Ja odwiedziłam schronisko bo chciałam pieska, pani (zasługuje na małą literę) była tak niemiła że odstraszyła naszą cała rodzinę. Przywieźliśmy karmy dla psów oraz kołdry i koce nawet nikt nie podziękował. Po prostu żenada jak takie osoby mogą zajmować się zwierzętami. Rozgoryczona
~ Marta
9 dni temu 8
Sama miałam podobny przypadek z pieskiem piesek został wyrzucony z domu po kilku telefonach do schroniska zostałam obrażona wręcz potraktowana jak intruz w końcu po interwencji straży miejskiej pieska zabrano .Pani kierownik panie tam pracujący chyba nie nadają się do pracy ze zwierzętami 'A jeszcze chciałam dodać że sama wcześniej wzięłam pieska ze schroniska ,to mam niemiłe wspomienia zamiast wszystko robić żeby piesek znalazł dom to wręcz mi odradzano, może pani w końcu coś z tym zrobi,
~ Magda
12 dni temu ocena: 50%  7
Nie byłabym również taka pewna tego szczęśliwego happy endu. Na fb Pani kierownik pisała, że pies kręcił się tam od kilku dni. Właścicielka akurat zadzwoniła po tej feralnej nocy? Nie w pierwszy albo drugi dzień od zagubienia? Z tak drastycznej historii, psa który stał kilka godzin na ulicy zapatrzony w dal aż przymarzł, a schronisko nie chciało mu udzielić pomocy zrobili barwną historyjkę o tym jak pies uciekł za cieczką i wrócił sam do domku. Ja myślę, że pracownik schroniska psa nie odnalazł i w ogóle nie dotarł do domu, a Panią która zadzwoniła (jeśli w ogóle dzwoniła) sprytnie sobie doszyli do całości, żeby nie odpowiadać za sytuację. I FAKTEM JEST ŻE SCHRONISKO ODMÓWIŁO POMOCY CIERPIĄCEMU PSU NA MROZIE. Na przyszłość apeluję - nagrywajcie rozmowy ze schroniskiem, sfotografujcie psa, bo są w stanie wcisnąć później każdy kit!
~ Marta
9 dni temu 6
Ma pani rację trzeba nagrywać rozmowy ze schroniskiem sama miałam podobny przypadek chcąc pomóc psu -pani z którą rozmawiałam wulgarna nie nadaje się do pracy czas żeby urząd miasta zaczął się temu przyglądać
~ hehe
12 dni temu ocena: 50%  5
ale sciema hehehehe
~ hmmm
13 dni temu ocena: 50%  4
Madzia weź jeszcze gdzieś indziej dodaj artykuły
~ Magda
13 dni temu ocena: 75%  3
1. Diana dzwoniąc do schroniska nie powiedziała że pies jest przymarznięte a 5min po telefonie do schroniska opublikowała post że pies jest przyklejony do ulicy i nie wie co robić a schronisko nie chce pomóc? Bardzo ciekawe. 2. Ktoś zadzwonił na Policję że pies został wyrzucony z auta dlatego przyjechała na miejsce zdarzenia, więc skąd wnioski że to był jakiś pies goniący za cieczką? Czy w takim wypadku nie latałby po trawie? 3. Poprosimy o te dowody w postaci zapisów GPS. Będziemy wiedzieli dokładnie ile czasu zajęło pracownikowi dojechanie na miejsce i faktyczne szukanie psa. 4. Jak się nazywa rzekomą włascicielka? Chętnie sprawdzimy czy rzeczywiście to ten sam pies, bo szczerze wątpię. Myślę że to zmyślona historyjka po 7h wytęzonego myślenia jak wybrnąć z sytuacji. 6. Wspomnienie o zepsutym samochodzie to chyba delikatna forma przekazu o kolejnej zbiórce pieniędzy?
~ Czytelnik
13 dni temu 2
Ludzie nie mający zwierząt w domu czasami panikują widząc błąkające się zwierzęta. A podejrzenia dotyczące właścicieli są różne, te opisane w artykule również. Natura zwierząt jest taka nie inna i zwierzaki lubią swobodę i nocne wypady.
~ Diana
13 dni temu ocena: 100%  1
Nie bardzo chce mi się w to wierzyć... Pies jak zdołałam ustalić krążył tam już od dawna, a nawet miał wystawioną prowizoryczną miskę obok żabki. Pies siedział na skrzyżowaniu ulic i patrzył na samochody. Nie dało się go nie zauważyć. Szczerze ślepy by zauwazyl. Gdy pies komuś ginie lub nie wraca to się go szuka. A tego psa nikt nie szukał. Siedział tam już od dawna. Historia jak dla mnie grubymi nićmi szyta.
Warmia i Mazury regionem zjednoczonej Europy Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego
Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Warmia i Mazury na lata 2007-2013.